Brzmi jak: pokraczny brudnopis
Wygrzebałem ten álbum ze starego pudła, spodziewając się (po okładce) miodnego doomu. Otóż nie. Sęk w tym, że zespół nigdy nie istniał, całość jest autorstwa jednego człowieka. Śpiewającego (średnio, ale znośnie) gitarzysty Randy Blossoma. Bębny i bas zaprogramował na komputerku i słychać to. Bardzo. Gitary też brzmią syntetycznie, aczkolwiek wydają się zagrane na żywo.
Chwilami (i są to chwile najlepsze) pojawiają się klimaty jakby zdoomionego King Diamond, ale już za moment wjeżdża hetfieldowanie i plastik, a słuchacz przypomina sobie, że obcuje z czymś w rodzaju pokracznego, muzycznego brudnopisu.
Po wielu latach autor “The Flames Of Hell” uraczył kilkunastu subskrybentów swego facebooka interesującym wpisem, który polecam jako puentę.
https://www.facebook.com/sinnersrealm1
Vlad Nowajczyk [3]

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz