środa, 26 sierpnia 2026

URBAN SPINE “Cruelty By Design”

 

Brzmi jak: thrash/groove

Debiut luksemburskiego kwintetu mocno kojarzy mi się z wczesnymi albumami Horrorscope. Dużo Testamentu, trochę OverKill, śladowe wpływy bardziej melodyjnego thrashowania... Zgrabnie skomponowane, solidnie odegrane. Jak zaśpiewane? No właśnie. Co do wokali, tu mamy bardzo istotną różnicę w stosunku do śląskiej załogi. Nie Chuck Billy, a Phil Anselmo stanowi z pewnością główną inspirację dla Lio Reinhardta. Chwilami Urban Spine brzmi niczym Down bez zamuły, co powinno być dobrą rekomendacją.

https://www.facebook.com/urbanspineband

Vlad Nowajczyk [8]


NIGHT LASER “Rats In The Cradle”

 Steamhammer

Brzmi jak: glam z jajami

Nie słucham takiej muzy zbyt często, ale Night Laser potrafili mnie już zaintresować. Nie zdziwił mnie więc wysoki poziom niniejszego albumu. Połączenie Guns’n’Roses, wczesnego Def Leppard, Aerosmith i korzennego blues/rocka miało pełne prawo im się udać. Wróżę tej formacji sukces, albowiem uderzając do całkiem szerokiej publiki, czynią to z dużymi, włochatymi jajami i bez popeliny.

https://www.facebook.com/nightlaserofficial

Vlad Nowajczyk [8]


WIZARDS OF HAZARDS “Point Of No Return”

 Inverse Records

Brzmi jak: progresywny heavy/doom

Już poprzedni album tej fińskiej załogi robił wrażenie, ale teraz to już przesadzili. Dotychczasowa lista wpływów uzupełniona została o Rainbow, Blind Guardian i progrock z lat 70-tych. Całe mnóstwo progrocka. Efektem jest krążek jeszcze bardziej zróżnicowany od poprzedniego, zarazem pełen nośnych melodii i hiciorów, spośród których najciekawszy wydaje się “Whatever Lies Behind”.

Pierwszy odsłuch zadziwia, “Point” brzmi bowiem, niczym zaginione arcydzieło z epoki. Poziom miodności 666/10. Tylko nawiązania do “Sabbath Bloody Sabbath” nieco zbyt czytelne, za co odejmuję pół punktu.

https://www.facebook.com/Wizards-of-Hazards

Vlad Nowajczyk [9.5]


poniedziałek, 24 sierpnia 2026

FLIGHT OF ODIN “I Travelled The Crooked Path”

 Brzmi jak: progresywny doom/rock

Ale że tak druga dycha z rzędu? Nic nie poradzę, Flight Of Odin chwycił mnie już trzy tygodnie temu i nie chce puścić. Każdy kolejny odsłuch potwierdza wcześniejsze odczucia: ten niepozorny, wydany własnym sumptem krążek wymiata! Waszyngtoński kwartet łączy wczesne (jedyne słuszne) The 3rd And The Mortal z progrockiem (Pink Floyd), Doorsami i odrobiną Toola, doprawiając to bluesrockiem. Piękny głos pani Xyry, piękne melodie, piękne ciężkie riffy. Zgadza się wszystko, oprócz jakości nośnika. Powariowali ludzie z tymi CDRami.

https://www.facebook.com/flightofodin

Vlad Nowajczyk [10]


CRYPTED ROOTS “Oath Of The Ancient Ones”

 

Brzmi jak: Nevermore w domu

Berzan Önen, zapamiętacie? Przyznaję, mam z tym problem. Ale zapamiętać trzeba, bowiem ten Turek o posturze hybrydy Hagrida i Bogusza Bilewskiego, głos ma jak dzwon. Nie dziwi zupełnie, że dostał robotę marzeń w Nevermore.

Po obsłuchaniu najnowszego dzieła jego, dotąd, macierzystej kapeli wciąż zbieram szczękę z podłogi. Nigdy nie słyszałem tak perfekcyjnego grania „pod Nevermore”, solidnie doprawionego tym, co było najlepsze w Iced Earth. Kompozycje na poziomie największych hitów tuzów z Seattle, zarazem pozbawione groove-mielizn ze środkowego okresu twórczości. Cudownie niepokojąca okładka. Niestety brak tekstów, a sama płyta to CDR… Pozostaje mieć nadzieję, że ktoś to wyda z RIGCZ-em. I że nowy album Nevermore nie będzie gorszy, bo trochę byłby to obciach. Berzan, jak Ty mi zaimponowałeś!

https://www.facebook.com/profile.php?id=61564621746951

Vlad Nowajczyk [10]


poniedziałek, 17 sierpnia 2026

CHARON’S DECAY “Dystopia”

 Brzmi jak: melodeath

Tak jakoś wyszło, że im mniej melodeathowych płyt wychodzi, tym lepiej mi się ich słucha. Niemieccy debiutanci skroili swą EPkę podług najlepszych wzorców wczesnych In Flames i Dark Tranquility. Nie wynajdują no nowo koła, aczkolwiek urozmaicają swą muzyczną materię chórkami, brzmiącymi niczym wkurzony Kaczor Donald, pardon Dani Filth.

https://www.facebook.com/Charons.Decay

Vlad Nowajczyk [7]

 


FORTIFICATION “Don’t Question My Authority”

 Virulent Records

Brzmi jak: bałagan z przebłyskami

Kojarzy mi się ten materiał z bardzo wczesną Sepulturą, jeszcze zanim wykształciła zdolność miotania potężnych riffów. Trochę za dużo tu niewiele wnoszących wiertarek. Rozumiem, taka konwencja, ale ja to odbieram jako pewną nieporadność. Im dalej w las, tym lepiej jednak, solidne death- i thrashmetalowe łojenie się pojawia. Jeśli w tym kierunku pójdą Ślązacy, nie może być źle. Warto pochwalić estetykę wydania, srebrne kompakty zawsze będą kojarzyć się z ejtisami.

https://www.facebook.com/FortificationDT

Vlad Nowajczyk [6]


BONERIPPER “Radiant In Ruin”

 Brzmi jak: 1993 dzwonił

Ano, dzwonił. Odebrałem. W słuchawce Biohazard, Sepultura i Cro-Mags. I jest dobrze, a nawet bardzo. Co zaskakujące, ten amerykańsko- i brazylijskobrzmiący kwintet pochodzi z Holandii. Bardzo solidnie napompowany testosteronem crossover, bądź też, trzymając się terminologii z epoki: “kory”. Niczym kapsuła czasu, pozbawiony nudnych breakdownów, które zdominowały tę szufladkę już chwilę później.

https://www.facebook.com/boneripperhc

Vlad Nowajczyk [8]


GRIM JUSTICE “Live At Szene Wien”

 Running Wild Productions

Brzmi jak: heavy metal/hard rock

Mam, czegom chciał. Wersja koncertowa Grim Justice to znacznie bardziej drapieżne i odważne wokale niż na wcześniejszym studyjniaku. Zespół brzmi naturalnie ciężko i gra fantastycznie, każdy z pięciu kawałków zapada w pamięć. Skojarzenia z Sanhedrin i Wucan to nie popierdółki. Potężny cios, oj przydałoby się więcej numerów! Trzeba będzie poczekać aż do 2027, gdy pojawi się nowy album. Uważajcie!

https://www.facebook.com/GrimJustice/

Vlad Nowajczyk [9]


GRIM JUSTICE “Justice In The Night”

 Iron Shield Records

Brzmi jak: heavy metal/hard rock

Nie miałem wcześniej do czynienia z tą austriacką ekipą, ale szybko nadrobiłem zaległości. Ich trzeci album chwycił mnie bowiem za gardło i nie zamierza wypuścić. Łoją przepiękny, szwedzko brzmiący heavy na solidnej hardrockowej bazie. Bez epickich patatajów, za to konkretnie w punkt i przebojowo. Największym atutem wiedeńskiego kwartetu jest songwriting. Każdy numer zbudowano kunsztownie i z pięknym czujem. Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to dość zachowawcze aranżacje wokali. Giotarzystka Michela śpiewa środkowym pasmem, z dużym zapasem i tylko momentami daje się ponieść, jak w “Curse Of The Moon”. Życzyłbym sobie więcej podobnych wycieczek w górne rejestry.

https://www.facebook.com/GrimJustice/

Vlad Nowajczyk [8]