czwartek, 22 października 2026

MYRTHUS “Relics Lost And By Time Forgotten”

 Brzmi jak: epicki doom

Ależ pięknych czasów dożyłem. Gdy byłem nastolatkiem, o polskich zespołach grających doom klasyczny mogłem tylko pomarzyć. Dziś do kilku już istniejących (hailz!) ekip dołącza na mej ścianie enigmatyczny duet Myrthus. Skąd są? Nie wiem. Dokąd zmierzają? To już mniej więcej wyczuwam. Grają muzę oszczędną w dźwięki, zwłaszcza perkusyjne. Kreują jednak fantastyczny klimat. Gdzieniegdzie slychać fascynacje irlandzkim folkiem, a szczególnie interesujące jest przetworzenie motywu z “Over The Hills And Far Away”. Szacun!

Fani Atlantean Kodex, Candlemass i Solitude Aeturnus powinni być zadowoleni. Jakością muzy, bo długością płytki już mniej. Cztery kawałki zaledwie. Smuteczek, że CDR, bo oprawa graficzna zacna i zasługują “Relics” na krążek srebrny.

https://myrthus.bandcamp.com/

Vlad Nowajczyk [8]


WODOS “From The Grave”

 Brzmi jak: oldschool thrash

Debiutancki album frankofońskiego kwartetu to niecałe 40 minut najwyższej próby oldschoolowego thrashu. Wściekły, idealnie czytelny wokal. Potężne riffy. Zgrabne, niedługie numery, w których dzieje się piekielnie dużo. Wyobraźcie sobie skrzyżowanie Dark Angel z Razor i odrobiną DRI. Precyzja, a zarazem luz. Cover “Breaking The Law” zagrany został w sposób niemożliwie brutalny, a mimo to zachowuje ducha oryginału. Agresją tej płyty możnaby obdzielić tuzin leśnoblekowych składów. Już demo Wodos było świetne. Teraz wręcz przesadzili.

https://www.facebook.com/Wodosofficial

Vlad Nowajczyk [9]


niedziela, 18 października 2026

WITTY JOE “10.3”

 Brzmi jak: heavy/thrash metal

Czym różnimy się od Czechów i Słowaków? Oprócz wszechobecnego kleru? Za naszą południową granicą w każdej niemal wiosce grają sobie takie Witty Joe. Nie skolimy i zenki, tylko bezpretensjonalne heavy/thrashe, które niczego nie odkrywają, ale dla tamtejszych dzieciaków stanowią bramę do świata ciężkiego rocka. Z pazurem. Nasi mądralińscy wyśmiewają te zespoły, bo przecież Polak wie lepiej. Tymczasem południowi sąsiedzi robią swoje, zachowują ciągłość pokoleń i wciąż szokują nas frekwencją.

Muza na Dni Pieroga? Tak, jak najbardziej. I chciałbym takie Dni Pieroga w Polsce.

https://www.facebook.com/wittyjoeband

Vlad Nowajczyk [6]


STORMS OF TOMORROW “A Moment Of Silence”

 Brzmi jak: US power metal

Juan Ricardo to znak jakości w świecie podziemnego heavy. Chłop ma głos jak dzwon, a konkretnie jakby połknął Dickinsona i Riverę. Gitarzysta Bob Allerton, z którym współpracował  już od 1988, gra porywające, progresywne solówki. Bębniarz był członkiem kapel z innej bajki: Pro-Pain i Spudmonsters. Pięknie się wkomponował. Gdy jest szybciej, kłaniają się Jag Panzer i Helstar, w zwolnieniach robi się wręcz doomowo, Candlemass z epoki Messiaha wręcz. Trudno uwierzyć, że to debiut tego składu.

https://www.facebook.com/StormsOfTomorrow

Vlad Nowajczyk [8]


 

piątek, 16 października 2026

HYPNOSAUR “Afterlife”

 Brzmi jak: miłość od pierwszego słyszenia

Oszalałem. Gdzieś mi się ta nazwa przewijała, ale będę szczery: obawiałem się kolejnego nudnego stonera. Tymczasem na swym drugim pełniaku warszawski kwartet nie przynudza ani przez sekundę. Zresztą sugeruje to już okładka, ileż się na niej dzieje! Stonera tyle tu, co błota do wysokości podeszew butów. Czuć, że jest miękko, ale bez przesady. Cała nadbudowa zaś – palce lizać. Klawisze kojarzące się z Kombi (tym prawdziwym, nie jakimś odgrzewanym kombiiiiii) i przereźliwa przebojowość późnego Ghost. Oj, nie spodoba się “Afterlife” prawdziwkom, zresztą nie wydaje się, by stanowili grupę docelową. Zespół określa swą muzę jako “jurassic punk”, zatem hasłem tyle malowniczym, co mało konkretnym. Szczęśliwie, ich twórczość to konkretne, świetne kawałki i ujmujący koncept spinający je w całość.

https://www.facebook.com/hypnosaur

Vlad Nowajczyk [10]

MOLLY HATCHET “Lost Horizon”

 Steamhammer

Brzmi jak: southern rock

W tym zasłużonym zespole rockowym nie gra już nikt z założycieli. Ba, nikt z nich nie chodzi już po Ziemi. Przyznajcie, rzadka to sytuacja, gdy dotknięty w ten sposób skład wciąż działa. A działa, i to dobrze.

Najnowszy album przynosi klaszyczne dla Molly southern-rockowe granie. Żwawe i radosne, jakby czas nie istniał. Przy pierwszym odsłuchu zdawali mi się kapelą do kotleta, ale z każdym kolejnym słyszałem u nich coraz więcej kochanego Status Quo. Cover “Helter Skelter” robi robotę, ale do legendarnego Abbey Road Studio mam zastzeżenia. Krążek nagrany jest przestrzennie i dość cicho, w starym stylu. Wszystkie instrumenty doskonale słychać… Wróć. Nie wszystkie. Brzmienie części solówek jest cienkie jak dupa węża, co stanowi oczywisty i poważny mankament. Dziwne to o tyle, że pozostałe partie wydają się wręcz wyrzeźbione. Jeszcze parę przesłuchań i dałbym dychę, a i dla cienizny znalazł usprawiedliwienie. Piękna muza na piątkowy wieczór.

https://molly-hatchet.bandcamp.com

Vlad Nowajczyk [8]


środa, 14 października 2026

SILVERTOMB “The Interpretation Of Nightmares”

 Steamhammer

Brzmi jak: doom/heavy/rock

W składzie połowa Type O Negative, więc nie mogło być źle. Wprawdzie chodzi o tę niekomponującą wówczas połowę, ale to zdolne chłopaki. Słychać tu Type’ów i Danzig, oczywiście, a także Black Sabbath, The Beatles i T.Rex. Zgrabnie skomponowana muza, wyraźnie Johnny i Kenny złapali wreszcie wenę, półtorej dekady po śmierci Petera. Mrocznie przebojowa płyta okazuje się zaskakująco krótka,  co zachęca do wielokrotnego odsłuchu.

https://www.facebook.com/silvertombmusic

Vlad Nowajczyk [8.5]


SINNERS REALM “The Flames Of Hell”

 Brzmi jak: pokraczny brudnopis

Wygrzebałem ten álbum ze starego pudła, spodziewając się (po okładce) miodnego doomu. Otóż nie. Sęk w tym, że zespół nigdy nie istniał, całość jest autorstwa jednego człowieka. Śpiewającego (średnio, ale znośnie) gitarzysty Randy Blossoma. Bębny i bas zaprogramował na komputerku i słychać to. Bardzo. Gitary też brzmią syntetycznie, aczkolwiek wydają się zagrane na żywo.

Chwilami (i są to chwile najlepsze) pojawiają się klimaty jakby zdoomionego King Diamond, ale już za moment wjeżdża hetfieldowanie i plastik, a słuchacz przypomina sobie, że obcuje z czymś w rodzaju pokracznego, muzycznego brudnopisu.

Po wielu latach autor “The Flames Of Hell” uraczył kilkunastu subskrybentów swego facebooka interesującym wpisem, który polecam jako puentę.

https://www.facebook.com/sinnersrealm1

Vlad Nowajczyk [3]


MEGAHERTZ “Vörös hegedű”

 Brzmi jak: techniczny thrash z antywokalem

Nagrania drugiej płyty węgierskich thrashers przypadły akurat na czas problemów personalnych. Ubył wokalista, więc za odgłosy paszczowo wziął się gitarzysta i líder Zoltan Tuskan. Szczerze? Należało poczekać. Chwilę później znaleźli wszak nowego frontmana na koncerty. Szczekanie/pohukiwanie Zoltana psuje odbiór muzy. Do technicznego thrashu w stylu Coroner coś takiego zupełnie nie przystaje. Przypomina mi się polski Grin, cierpiący na podobną przypadłość. Muza świetna, wokal koszmarny.

https://www.facebook.com/megahertz.zkr

Vlad Nowajczyk [6]


GRAVETY “Of Cults And Chaos”

 Barhill Records

Brzmi jak: epicki heavy/doom

Jeśli zaczyna się jak “Sign Of The Cross” Iron Maiden, można spodziewać się zwykłych, chamskich zrzynek. Nie w tym przypadku. Po niefortunnym intrze niemiecki zespół sięga do skarbnicy epickiego doomu. Choć wpływy (wpływy, już nie zrzynki!) najmroczniejszego albumu Angoli przewijają się tu i ówdzie, obajawia się Gravety jako apologeci Solitude Aeturnus i Candlemass. Mieszanka zacna i bardzo strawna, pomimo oczywistego ciężaru.

https://www.facebook.com/gravety

Vlad Nowajczyk [8]