Brzmi jak: miłość od pierwszego słyszenia
Oszalałem. Gdzieś mi się ta nazwa przewijała, ale będę szczery: obawiałem się kolejnego nudnego stonera. Tymczasem na swym drugim pełniaku warszawski kwartet nie przynudza ani przez sekundę. Zresztą sugeruje to już okładka, ileż się na niej dzieje! Stonera tyle tu, co błota do wysokości podeszew butów. Czuć, że jest miękko, ale bez przesady. Cała nadbudowa zaś – palce lizać. Klawisze kojarzące się z Kombi (tym prawdziwym, nie jakimś odgrzewanym kombiiiiii) i przereźliwa przebojowość późnego Ghost. Oj, nie spodoba się “Afterlife” prawdziwkom, zresztą nie wydaje się, by stanowili grupę docelową. Zespół określa swą muzę jako “jurassic punk”, zatem hasłem tyle malowniczym, co mało konkretnym. Szczęśliwie, ich twórczość to konkretne, świetne kawałki i ujmujący koncept spinający je w całość.
https://www.facebook.com/hypnosaur
Vlad Nowajczyk [10]









