wtorek, 15 września 2026

SHOW N TELL “Eyes Of Evil”

 Church Recordings

Brzmi jak: speed/glam metal

Szybko i do rzeczy grają Amerykanie z Show N Tell. Właściwie każdy numer nosi znamiona solidnego hiciora. Połączenie Maiden, wczesnego Helloween i Dokken kojarzy się z rówieśnikami z Wings Of Steel. Jest tylko jedno małe ale: wokal. Odgłosy paszczowe gitarzusty Davida Rodrigueza nie są złe, ale i nie wybitne. Odstają zatem od wykonów instrumentalnych, które robią ogromne wrażenie. Kompozycyjnie też jest pięknie, oprócz speedowania mamy tu sporo zwolnień i zgrabną powerballadę. Jest co poprawić, ale jest też znakomita baza już na dziś.

https://www.facebook.com/OfficialshowNtell

Vlad Nowajczyk [8]


CRYSTAL THRONE “Chantry Of Sacrifice”

 Brzmi jak: progresywny power metal

Co wyjdzie z połączenia Dream Theater, Stratovarius i Nevermore? Crystal Throne! Na swym drugim krążku Francuzi prezentują epicki koncept science-fiction, muzę serwując z niemniejszym rozmachem. 69 minut dźwięków zaskakująco przystępnych jak na prog. Zasługa to nie tyle poziomu wykonawczego, bo to oczywista kwestia, ale samych kompozycji. Dłużyzn zaskakująco niewiele, smakowitych momentów mnóstwo.

https://www.facebook.com/crystalthronetrve

Vlad Nowajczyk [8.5]


MEPHISTOFELES “Live In Europe”

 Heavy Psych Sounds Records

Brzmi jak: stoner/doom

Monumentalne dzieło Argentyńczyków to właściwie same solówki. Na wszystkich instrumentach na raz. Nieliczne “piosenkowe” zagrywki, żywcem zerżnięte z Black Sabbath, nigdy nie wypełniają całych kawałków. Kawałków, których początek i koniec wydają się pojęciami czysto umownymi.

Przyznaję, poległem w starciu z tymi dwoma krążkami. Próbowałem bowiem znaleźć jakieś pozytwy  oprócz biegłości instrumentalnej. Fani męczybulstwa aka stonera powinni być zachwyceni.

https://www.facebook.com/mephistofelesmetal

Vlad Nowajczyk [-]


LACRIMAS PROFUNDERE “Lay Me Down O Silent Fear”

 Steamhammer

Brzmi jak: gothic-nu-core aka guilty pleasure

Początki Lacrimas Profundere giną w pomroce dziejów. Niemal 30 lat temu usłyszałem ich drugi album (aż do powstania Metal Archives pewny będąc, że to debiut) i jeszcze przez dwa kolejne śledziłem poczynania Niemców. Gdy metalowi goci poszli w elektronikę, straciłem zainteresowanie większością nurtu.

Fast forward do 2026. Zapomniany przez ćwierć wieku zespół okazał się całkiem aktywny, a nowy krążek... moim guilty pleasure na rok bieżący. Co tu kryć, jest to wiocha jak się patrzy. Połączenie gotyckiego metalu (Type O Negative, HIM) z abominacjami typu Linkin Park, często gęsto brzmiące jak Evanescence z męskim wokalem. Ciekawe, czy lider Oliver Schmid wie, że u tych ostatnich numetalowe wstawki zostały wymuszone przez wytwórnię. Tu z pewnością są dziełem kapeli, bo zaskakująco dobrze się to wszystko spina. Przebojowa i klimatyczna muza w sam raz na jakąś potańcówkę.

https://www.facebook.com/lacrimasprofundereofficial

Vlad Nowajczyk [7]


czwartek, 10 września 2026

RAGING VOID “Degenerator”

 Brzmi jak: oldschoolowy death metal

Przywracając pamięć o przełomie lat 80 – i 90-tych, włoski Raging Void uprawia tradycyjny, staroszkolny death metal. Prosto i do przodu. Kojarzą się z Obituary i Bolt Thrower. Z tymi drugimi łączy debiutantów z Austrii niechęć do solówek. Nie odbiera to mocy kawałkom na tej EPce, ale na dłuższą metę mogłoby nużyć.

https://www.facebook.com/ragingvoid

Vlad Nowajczyk [7.5]


KIKKER “Kikker”

 Brzmi jak: heavy metal rock

Kolejna ekipa weteranów z New Jersey i znów muza prosto z serc. Na takiej się zapewne, sądząc po fotach. Wychowali. Zaledwie cztery kawałki, ale za to jakie! Łącząc wpływy raczkującego heavy metalu z hardrockiem z lat 1969/72, brzmią niczym zaginiona perełka NWOBHM. Duża moc!

https://www.facebook.com/Kikkerbandnj

Vlad Nowajczyk [8]


DOOMCULT “Sacrifice All Life”

 Meuse Music Records

Brzmi jak: doom over the world

Połączenie klasycznego doom z brytyjskim doom/deathem wydawało się karkołomne, ale holenderski Doomcult powiedział: potrzymaj mi blanta. I oto jest krążek, na którym nie znajdziecie ani chwili nudy. Black Sabbath i Trouble na zmianę z Anathemą i Paradise Lost (z debiutów, grobowo), a nawet Candlemass. Chwilami słyszę deklarowany funeral doom, lecz są to chwile. Przyznam, że “Sacrifice All Life” chwycił mnie od pierwszych dźwięków i nie zamierza wypuścić. Sztos!

https://www.facebook.com/doomcultmetal

Vlad Nowajczyk [9]


HELLENBÄCH “Out Of The Darkness”

 Brzmi jak: heavy/groove

Trzech niemłodych dżentelmenów z New Jersey zabiera nas w podróż sentymentalną po swoich fascynacjach. Zgodnie z nazwą zespołu: to hell and back. Od Black Sabbath po Venom. Po drodze Motorhead, Iron Maiden i Pantera. Nietrudno zauważyć po tych nazwach, iż panowie reprezentują moje pokolenie i, na szczęście, zatrzymali się przed nu-metalem. Przyjemnie słucha się debiutanckiego krążka. Poziom wykonawczy zgodny z metryką, panowie z niejednego pieca chleb jedli. Z recenzenckiego obowiązku przyczepiłbym się (i niniejszym to czynię) do kompozycji, zbyt mocno i zbyt jednorodnie wyłażą w nich inspiracje.

https://www.instagram.com/hellenbach_band

Vlad Nowajczyk [6]


środa, 2 września 2026

MORR “Kości zostały rzucone”

 Brzmi jak: Kat bez Romana

Rzetelny, solidny heavy/thrash z polskimi tekstami, całkiem znośnymi. Gdzie haczyk? Całość brzmi niczym połączenie “Biało-czarnej” i “Popióra”, Lepiej niż Namor, ale wciąż czuję się dziwnie, słuchając “Kości”. Cholera, na całym świecie pełno jest kapel wprost zrzynających z kogoś, biorących na celownik konkretne płyty. Przeszkadza mi to? Wcale. Z Romkiem i jego Katem to jednak insza inszość. Umywam ręce, oceńcie na własną rękę. Sprawdzić warto.  

https://www.facebook.com/morrmetal

Vlad Nowajczyk [-]


THE SCEPTER “Shadows In The Tower”

 No Remorse Records

Brzmi jak: heavy/power metal

Jean-Pierre Abboud nagrywa fantastyczne płyty, po czym znika i objawia się w kolejnej kapeli. Ten scenariusz powtórzył i tu, bo w momencie wydania albumu już go nie było w składzie. No trudno. Pozostał rewelacyjny debiut. Oczywiście musi się kojarzyć z Traveler, bo to podobne granie. Podobne stylistycznie, ale gdy już się wejdzie w szczegóły... The Scepter powala melodiami, żywcem wziętymi od Powerwolf i Alestorm. Różnica jest taka, że popierają to porządną, metalową grą na gitarach. Solidne riffy z łatwością unoszą hymniczne partie. Zero popelniny.

Płyta ma jedną wadę, która zamienia się w zaletę: trwa niecałe pół godziny. Przycisk “repeat” trzeba mieć więc na podorędziu, bo uwolnić się ciężko.

https://www.facebook.com/thesceptermetal

Vlad Nowajczyk [9]