środa, 20 stycznia 2021

CRUTHU “Athrú Crutha”

 

Dystopian Dogs Records

Brzmi jak: heavy/doom

Obrodziło latoś heavy/doomami. Kwartet z Lansing w Michigan łączy oldschool z teraźniejszością. Ciężko sobie wyobrazić te sabbathowskie riffy bez ciepłego głosu Ryana Evansa. To duży atut kapeli, która łączy wpływy Cathedral, Trouble, Manilla Road, Clutch, Goatsnake i sceny Maryland. Album wciąga od pierwszych dźwięków. Nie oznacza to, że pozbawiony jest wad. Kawałki wydają się za mało rozpoznawalne, a solówki dość ubogie. Jako całość jednak “Athrú Crutha” wchodzi jak w masło.

https://www.facebook.com/cruthuband

Vlad Nowajczyk [8]


czwartek, 14 stycznia 2021

EXARSIS “Sentenced To Life”

 

MDD Records

Brzmi jak: piekielnie dobry speed/thrash

Jako że ateńczycy osiągnęli artystyczny szczyt już na poprzednim krążku, zastanawiałem się złośliwie, na ile widowiskowego wywiną orła, próbując się “rozwijać”. Nic z tych rzeczy. Na “Sentenced To Life” nie znajdziecie śladu “rozwoju”. Wciąż napierdalają na pełnej prędkości. Nick Tragakis nadal śpiewa przeraźliwie wysoko, nie dając od siebie odpocząć przez 99% albumu. - “Dlaczego on tak piszczy?” – “Bo umie”. Ano, umie skubany. Śmiało można go nazywać następcą Mike’a Sandersa, zresztą porównania z Toxik nie kończą się na wokalach. Toxik i Vio-lence, to szalone połączenie sprawdza się po raz kolejny. Co ciekawe, pojawiają się nisko krzyczane chórki, mocno urozmaicające stronę wokalną. Te nieliczne eksperymenty Nicka wypadają wręcz rewelacyjnie.

Tyle było o wokalu, a przecież album jest dopracowany pod każdym względem. Od intrygującego intra po zaskakująco ucięty koniec. Pozostawia niedosyt, co stanowi cechę płyt najlepszych. Ech, zobaczyłoby się Exarsis na żywo po raz trzeci. Tymczasem pozostaje ów krążek, który nie pozwala się wygonić z odtwarzacza. ZOZO rokiem thrashu? Nie, pandemiczny rok przyniósł wszak wysyp zajebistości także w innych gatunkach. Z pewnością muszę przewartościować swój top, Grecy weszli nań z buta.

https://www.facebook.com/exarsis

Vlad Nowajczyk [10]


środa, 13 stycznia 2021

BRITON RITES “Occulte Fantastique”

 

Echoes Of Crom Records

Brzmi jak: heavy/doom najwyższych lotów

Był strzał zza małej wody, no to teraz kolejny, zza wielkiej. Debiut Briton Rites zdążył obrosnąć kultem, tym bardziej że zespół w 2014 ogłosił zakończenie działalności. Tymczasem w grudniu pojawił się nowy album, poprzedzony singlem. “For Mircalla” oznaczało poprzeczkę zawieszoną bardzo wysoko, ale ekipa Howie Bentleya przeskoczyła ją z dużym zapasem. Osiem potężnych hymnów heavy/doom. Flegmatyczne wokale Phila Swansona, hipnotyzujące riffy i solówki Howiego, zaskakująco galopująca sekcja Corbina Kinga i Johna Leesona. Czytelne, przestrzenne brzmienie. Muzycznie blisko do Witchfinder General, ale śmiało mogę stwierdzić, że BR żlobią już własną niszę. Ścisła czołówka 2020 roku.

https://www.facebook.com/heavydoommetal

Vlad Nowajczyk [10]


CARNAL AGONY “Back From The Grave”

 

Brzmi jak: lukier, który mi pasi

Luuuudzie, co za cios! Szwedzka ekipa z Umei zasnęła na pięć lat po udanym debiucie, ale przebudzenie mają konkretne. W skrócie: fani Powerwolf i ogólnie power metalu powinni założyć pampersy. Carnal Agony oferuje, w zbliżonej stylistyce, jeszcze większą przebojowość. Zupełnie jakby do pisania refrenów zatrudnili Desmonda Childa w formie z “Trash” Alice Coopera. Każdy z dwunastu kawałków stanowi potencjalny hit. Już widzę siebie w ulubionej knajpie, ze szklanką piwa i chórem, wyjącym późną porą “He’s a bloodthirsty killer with a heart of gold, He’s a delicate lover and a deadly foe, He’s a hideous creature with a sex appeal, He’s the Werewolf of Steel”, albo “I would steal the stars from above, If I fail I’m still gonna try, Should have known this right from the start, Love will tear you apart”. Już to widzę, a na razie zarażam “Back From The Grave” wszystkich wokół. Znakomite aranże wokalne. Fantastyczna praca gitar. Oszczędna, idealnie dawkowana perka. Klawisze robiące takie fille, że mucha nie siada. Płyta – monstrum. Rośnie z każdym przesłuchaniem.

https://www.facebook.com/CarnalAgony

Vlad Nowajczyk [9.5]


poniedziałek, 4 stycznia 2021

MAGNUM “Dance Of The Black Tattoo”

 

Steamhammer / SPV

Brzmi jak: muzak

Jak to mówił Roman Rogowiecki w niesławnej reklamie telewizyjnej, najlepsze płyty to składanki. Zwłaszcza takie, które nie zawierają żadnych dotąd niepublikowanych kawałków. Takim właśnie zapychaczem uraczyła nas z okazji pandemii brytyjska formacja Magnum. Nie, nie jest tak zła jak brexit.

Cóż, zespół istnieje już niemal pół wieku, ale nigdy nie dorobił się własnego stylu. Epigońska profeska w każdym calu, prawdziwa druga liga hard rocka. Pobrzmiewają echa Led Zeppelin, Rainbow, Aerosmith, późnych Scorpions i Meat Loafa, ale większość tych numerów jest bezjajeczna i bezpazurowa. Ot, bezpieczne granie dla ludzi, którzy uważają “Crazy World” za najlepszy album wyżej wymienionych Niemców. “Dance Of The Black Tattoo” doskonale sprawdziłby się w supermarketach bądź windach. Choć w domu nie chcę takiego lukru, w przestrzeni publicznej słuchałbym bardzo chętnie.

http://www.magnumonline.co.uk

Vlad Nowajczyk [-]