wtorek, 12 grudnia 2017

SEAX „Speed Metal Mania / To The Grave”



Iron Shield Records
Brzmi jak: zacny speed metal
Dużo dobrego słyszałem o Seax, mamy też wielu wspólnych ziomków, ale jakoś nie trafiły ich płyty w moje łapska. Dziś zaległości zostały w 2/3 nadrobione za sprawą Iron Shield. Berlińska wytwórnia wypuściła dwa krążki na raz, przy czym „To The Grave” znalazł się na CD po raz pierwszy.
Ucztę zacząłem niezgodnie z chronologią, zmylony przez menu. Szczwany był to plan, takiego killera dać na początek. Najnowszy krążek ekipy z Massachusetts nie bierze jeńców. Speed metal, który mógłby spokojnie wyjść w 1984 i narobiłby zamieszania. Zgadza się wszystko, a wisienką na torcie są znakomite wokale Carmine Bladesa. Pyszności.
Drugi album chwyciłem z wielkimi nadziejami i szybko entuzjazm mój opadł. Muza wciąż zajebista, skojarzenia z debiutem Anthrax słuszne i zbawienne, ale jeden element nie pasuje do układanki. Pozbawione mocy pohukiwania Steve’a McArdle kładą się cieniem na zawartości płyty. Nie pomaga brawurowa gra instrumentalistów, „To The Grave” mocno odstaje od następczyni.
Czy oznacza to, że nie warto zainteresować się tym wydawnictwem? Nic bardziej mylnego. „Speed Metal Mania” rozsmarowuje po kątach, a bonusowy cedek nikomu nie zawadzi.
www.facebook.com/seaxmetal
Vlad Nowajczyk [8.5]/[6]

poniedziałek, 11 grudnia 2017

TETRAGON “Chapter II”



Brzmi jak: progresywny thrash
Ekipa z Parkano wydała w latach 1998-95 pięć demówek, po czym sczezła. Reaktywacja nastąpiła po półtorej dekady, a wraz z nią radykalizacja stylu. Już nie „zwyczajny” thrash. Dzisiejszy Tetragon kombinuje, lawirując między późnym Coronerem, VoiVod, Nevermore a młodzieżą z Vektor. Ciężko, szybko, ale i przestrzennie. Weterani fińskiej sceny łoją z polotem i fantazją. Krótki, ale bardzo intensywny krążek.
www.facebook.com/tetragonband
Vlad Nowajczyk [8]

BAD TO THE BONE „Thirteen”



Flash In The Pan Records
Brzmi jak: blues/hardrock
Starsi panowie z Holandii pogrywają sobie w stylu wczesnego AC/DC i Rose Tattoo. Od siebie dokładają nieodwzajemnioną miłość do Johnny Casha. Cóż, tytułowy numer to cover kawałka Danziga, podarowanego Cashowi właśnie. Oryginał ma siłę bomby atomowej, wersja Holendrów to jakieś popierdółki.
Pozostałych dwanaście utworów to klisze, klisze, klisze. Dość przeciętnie skomponowane i zagrane bez fajerwerków. Wyróżnia się harmonijka ustna, ale tylko odrobinę. Będę szczery: świat bez tej płyty nie byłby ani odrobinę gorszy.
www.facebook.com/bad-to-the-bone-...
Vlad Nowajczyk [4]

BLAZING RUST „Armed To Exist”



Pure Steel Records
Brzmi jak: świecący metal
Debiutancki album piątki z Sankt Petersburga przynosi metal wypolerowany. Świecący niczym psie jaja. Wpływy zacne: NWOBHM, Purple, Rainbow, wczesne Queensryche. Wykonanie solidne. Bez zachwytów, ale gra. Produkcja za to tak krystalicznie czysta, że aż niedobrze się robi. Nie o take metale walczyliśmy.
www.facebook.com/blazingrust
Vlad Nowajczyk [5]

sobota, 9 grudnia 2017

BLOODY TIMES „Destructive Singles”



Brzmi jak: power metal
Bloody Times to dzieło multiinstrumentalisty Simona Pfundsteina. Po nagraniu debiutanckiej płyty uznał jednak, że wokale to nie jego broszka. Znalazł gdzieś, chyba w formalinie, człeka nazwiskiem John Greely.  Fani Iced Earth pamiętają go zapewne z „The Night Of The Stormrider”. John wciąż śpiewa całkiem nieźle, więc mocno podciągnął poziom materiału. Kompozycyjnie Bloody Times bowiem leży, patenty nie zazębiają się, a kawałki ciągną w nieskończoność. Na szczęście to tylko singiel i jest jeszcze czas na dopracowanie szczegółów. Mieszanka starego Iced Earth z Count Raven i Manowar wydaje się wszak opcją całkiem interesującą.
www.facebook.com/bloodytimesmetal
Vlad Nowajczyk [-]

TOMB OF GIANTS „Tomb Of Giants”



Brzmi jak: heavy metal
Rzut oka na okładkę i wiemy prawie wszystko. Dolnosaksoński kwartet wywołuje ducha klasycznego heavy z lat 80-tych. Średnie tempa, solidny ciężar, dobry zmysł kompozycyjny. Chwytliwe numery przywołują ducha NWOBHM, Manilla Road, Helloween (wczesnego!), Judas Priest, a także Solemnity (bardziej niż Manowar). Wokalnie kłania się młody Kai Hansen, sprzed pierwszego przeszczepu włosów. Dlaczego więc tylko 6, czyżby dopadał mnie wirus metalowego artyzmu? Niedoczekanie.
Problemem tego krążka jest brzmienie bębnów. Kartonowe, przy tym bardzo głośne. Oczywiście zabawa korektorem graficznym pomaga, ale na takie szczegóły wypada zwracać uwagę. Nic to, produkcję można poprawić następnym razem, a taki „Midnight Devil” wbija się w łeb na długo już teraz.
www.facebook.com/tombofgiants
Vlad Nowajczyk [6]