piątek, 16 października 2026

HYPNOSAUR “Afterlife”

 Brzmi jak: miłość od pierwszego słyszenia

Oszalałem. Gdzieś mi się ta nazwa przewijała, ale będę szczery: obawiałem się kolejnego nudnego stonera. Tymczasem na swym drugim pełniaku warszawski kwartet nie przynudza ani przez sekundę. Zresztą sugeruje to już okładka, ileż się na niej dzieje! Stonera tyle tu, co błota do wysokości podeszew butów. Czuć, że jest miękko, ale bez przesady. Cała nadbudowa zaś – palce lizać. Klawisze kojarzące się z Kombi (tym prawdziwym, nie jakimś odgrzewanym kombiiiiii) i przereźliwa przebojowość późnego Ghost. Oj, nie spodoba się “Afterlife” prawdziwkom, zresztą nie wydaje się, by stanowili grupę docelową. Zespół określa swą muzę jako “jurassic punk”, zatem hasłem tyle malowniczym, co mało konkretnym. Szczęśliwie, ich twórczość to konkretne, świetne kawałki i ujmujący koncept spinający je w całość.

https://www.facebook.com/hypnosaur

Vlad Nowajczyk [10]

MOLLY HATCHET “Lost Horizon”

 Steamhammer

Brzmi jak: southern rock

W tym zasłużonym zespole rockowym nie gra już nikt z założycieli. Ba, nikt z nich nie chodzi już po Ziemi. Przyznajcie, rzadka to sytuacja, gdy dotknięty w ten sposób skład wciąż działa. A działa, i to dobrze.

Najnowszy album przynosi klaszyczne dla Molly southern-rockowe granie. Żwawe i radosne, jakby czas nie istniał. Przy pierwszym odsłuchu zdawali mi się kapelą do kotleta, ale z każdym kolejnym słyszałem u nich coraz więcej kochanego Status Quo. Cover “Helter Skelter” robi robotę, ale do legendarnego Abbey Road Studio mam zastzeżenia. Krążek nagrany jest przestrzennie i dość cicho, w starym stylu. Wszystkie instrumenty doskonale słychać… Wróć. Nie wszystkie. Brzmienie części solówek jest cienkie jak dupa węża, co stanowi oczywisty i poważny mankament. Dziwne to o tyle, że pozostałe partie wydają się wręcz wyrzeźbione. Jeszcze parę przesłuchań i dałbym dychę, a i dla cienizny znalazł usprawiedliwienie. Piękna muza na piątkowy wieczór.

https://molly-hatchet.bandcamp.com

Vlad Nowajczyk [8]


środa, 14 października 2026

SILVERTOMB “The Interpretation Of Nightmares”

 Steamhammer

Brzmi jak: doom/heavy/rock

W składzie połowa Type O Negative, więc nie mogło być źle. Wprawdzie chodzi o tę niekomponującą wówczas połowę, ale to zdolne chłopaki. Słychać tu Type’ów i Danzig, oczywiście, a także Black Sabbath, The Beatles i T.Rex. Zgrabnie skomponowana muza, wyraźnie Johnny i Kenny złapali wreszcie wenę, półtorej dekady po śmierci Petera. Mrocznie przebojowa płyta okazuje się zaskakująco krótka,  co zachęca do wielokrotnego odsłuchu.

https://www.facebook.com/silvertombmusic

Vlad Nowajczyk [8.5]


SINNERS REALM “The Flames Of Hell”

 Brzmi jak: pokraczny brudnopis

Wygrzebałem ten álbum ze starego pudła, spodziewając się (po okładce) miodnego doomu. Otóż nie. Sęk w tym, że zespół nigdy nie istniał, całość jest autorstwa jednego człowieka. Śpiewającego (średnio, ale znośnie) gitarzysty Randy Blossoma. Bębny i bas zaprogramował na komputerku i słychać to. Bardzo. Gitary też brzmią syntetycznie, aczkolwiek wydają się zagrane na żywo.

Chwilami (i są to chwile najlepsze) pojawiają się klimaty jakby zdoomionego King Diamond, ale już za moment wjeżdża hetfieldowanie i plastik, a słuchacz przypomina sobie, że obcuje z czymś w rodzaju pokracznego, muzycznego brudnopisu.

Po wielu latach autor “The Flames Of Hell” uraczył kilkunastu subskrybentów swego facebooka interesującym wpisem, który polecam jako puentę.

https://www.facebook.com/sinnersrealm1

Vlad Nowajczyk [3]


MEGAHERTZ “Vörös hegedű”

 Brzmi jak: techniczny thrash z antywokalem

Nagrania drugiej płyty węgierskich thrashers przypadły akurat na czas problemów personalnych. Ubył wokalista, więc za odgłosy paszczowo wziął się gitarzysta i líder Zoltan Tuskan. Szczerze? Należało poczekać. Chwilę później znaleźli wszak nowego frontmana na koncerty. Szczekanie/pohukiwanie Zoltana psuje odbiór muzy. Do technicznego thrashu w stylu Coroner coś takiego zupełnie nie przystaje. Przypomina mi się polski Grin, cierpiący na podobną przypadłość. Muza świetna, wokal koszmarny.

https://www.facebook.com/megahertz.zkr

Vlad Nowajczyk [6]


GRAVETY “Of Cults And Chaos”

 Barhill Records

Brzmi jak: epicki heavy/doom

Jeśli zaczyna się jak “Sign Of The Cross” Iron Maiden, można spodziewać się zwykłych, chamskich zrzynek. Nie w tym przypadku. Po niefortunnym intrze niemiecki zespół sięga do skarbnicy epickiego doomu. Choć wpływy (wpływy, już nie zrzynki!) najmroczniejszego albumu Angoli przewijają się tu i ówdzie, obajawia się Gravety jako apologeci Solitude Aeturnus i Candlemass. Mieszanka zacna i bardzo strawna, pomimo oczywistego ciężaru.

https://www.facebook.com/gravety

Vlad Nowajczyk [8]


środa, 23 września 2026

KOMUTATOR “We Don’t Owe You Anything”

 Via Nocturna

Brzmi jak: nowoczesny thrash

Przyznaję, straciłem kontakt z ozimecką ekipą krótko po pierwszej demówce. Minęło od tego czasu lat osiemnaście i właśnie wjechał na chatę ich nowy, drugi pełny krążek. Pierwszego, z 2013, nie słyszałem, zresztą rozpadli się niedługo po wydaniu.

Nowoczesny thrash? Jeszcze parę lat temu oznaczało to bezpłciowe zrzynki z The Haunted i At The Gates. Dziś określenie owo utraciło pejoratywny charakter. W wykonaniu Komutator zyskało wydźwięk jednoznacznie pozytywny. Mamy tu miks thrashu amerykańskiego, ze szczególnym uwzględnieniem Testament i Heathen, melodeathu oraz gojirowania (tak naprawdę coronerowania AD93, o czym świat sobie dopiero przypomina). Bardzo dobre kompozycyjnie i wykonawczo, takie powroty to ja rozumiem!

http://www.facebook.com/komutator

Vlad Nowajczyk [8]


GAUNTLET RULE “After The Kill”

 Fighter Records

Brzmi jak: naprawdę ciężki heavy metal

Co wyjdzie, gdy zbierzesz w jednej salce kilku Szwedów? Przebojowa muza, wiadomo. A co, gdy część z nich będzie zwolennikami muzycznej ekstremy? Ha, nadal wyjdzie przebojowa muza, nieco cięższa niż większość gatunku. Konkrtenie zaś, konglomerat wpływów Helloween. Iron Maiden z Blaze’m, Running Wild, Grave Digger, Omen, Jag Panzer z okazjonalnymi growlami. Bardzo dobry, zaskakujący miejscami album doświadczonych muzyków.

https://www.facebook.com/GauntletRule

Vlad Nowajczyk [9]


CLIMACTIC “The Crucible Beckons”

 Cardinal Sin Records

Brzmi jak: death/thrash melotechniczny

Pierwszy, po czternastoletniej przerwie, pełnoczasowy album Amerykanów to kawał krwistego, dobrze przyprawionego mięcha. Określenie death/thrash okazuje się nadzwyczaj pojemne. W tym przypadku oznacza połączenie wpływów śmierć metalu z Florydy (Morbid Angel) i Szwecji (At The Gates) z technicznymi wygibasami i jazzowymi interludiami Atheist i melodyjną motoryką Bay Area thrashu. Świetnie się słucha, bania sama lata.

http://www.facebook.com/climacticmetal

Vlad Nowajczyk [8.5]


MONTEITH “Panther Rock”

 Brzmi jak: hard’n’heavy

Doprawdy nie przypominam sobie w ostatnich latach słabej płyty z Kanady, niezależnie od gatunku. Monteith nie wyłamuje się z konwencji. Grają z polotem, choć ich oczywiste wpływy słychać od pierwszych dźwięków. Kiss, Van Halen, Ozzy, Iron Maiden. Na tych fundamentach zbudowali solidny krążek, zachęcający do kolejnych odsłuchów. Poziom wykonawczy, jakiego należy oczekiwać. Gdyby tak jeszcze wymieszać bardziej wspomniane wpływy, byłoby jeszcze lepiej.

https://www.facebook.com/monteithmania

Vlad Nowajczyk [8]