niedziela, 16 lutego 2020

MYSTIC PROPHECY “Metal Division”


Rock Of Angels Records
Brzmi jak: power/thrash metal
Trudno zaakceptować fakt, iż młoda kapela, za jaką uważam Mystic Prophecy, istnieje już od dwóch dekad. Ten międzyarodowy konglomerat wypromował gwiazdę Gusa G., a każdy kolejny jego następca to kolejna perła gitary. Na dziesiątym studyjniaku (nie licząc płyty z coverami) solówkami zajmuje się Evan K, wyraźnie zainspirowany Alexem Skolnickiem. Nic dziwnego zatem, iż wpływy Testamentu dominują na “Metal Division”. Choć najcięższe na tej płycie, w dorobku gigantów z Bay Area granie tago typu uchodzi za lekkie. Mniej niż zwykle tu klimatów Iced Earth, ale też Accept i bardzo wczesnego Dream Theater. Bardzo udany krążek. Nieprzegadany, nieprzeszarżowany, w sam raz.
Vlad Nowajczyk [8.5]

S.D.I. “80s Metal Band”


MDD Records
Brzmi jak: heavy/speed/punk
Czy komuś trzeba przedstawiać tych weteranów? Trzy świetne krążki w latach 80-tych. Wrócili na scenę w 2014, by właśnie wydać swój pierwszy album od 31 lat. Ich speed metal ocierał się kiedyś o thrash. Dziś flirtuje z heavy i kalifornijskim punkiem. Bardzo melodyjne, bardzo chwytliwe, nieszczególnie ciężkie granie. Że naiwne? Raczej z przymrużeniem oka. Kawałki doskonałe do nucenia przy goleniu.
Vlad Nowajczyk [7.5]


HALLOWED FIRE “Pillars Of Lies”


Brzmi jak: intensywny thrash
Mało pojawia się latoś thrashowej młodzieży. Holendrzy z Hallowed Fire nie mają się czego wstydzić. Łoją ciężko i melodyjnie, mieszając w kotle Dark Angel (pierwsze skojarzenie!), wczesnego Exodusa, Metallikę i Destruction. Szybko, sprawnie, na temat, do tego fajne aranżacje. Warto się przyjrzeć.
Vlad Nowajczyk [8]

FALLEN REIGN “Oblivion”


Narcoleptica Productions
Brzmi jak: progresywny power dla ubogich
Lubicie Queensryche i wczesne Dream Theater? O tak, ta ekipa z Nebraski też ich lubi. Do tego stopnia, że postanowiła nagrać płytę wzorowaną na wyżej wymienionych. Z jednej strony szacun, że nie zastosowali metody “kopiuj/wklej”. Z drugiej – żal, że zabrakło talentu, by stworzyć coś interesującego. Na tym krążku nie da się zawiesić ucha. Poprawnie, bez polotu. Żadnych chwytliwych, wyróżniających się momentów. Jakby upchnięto tam szkice kawałków w oczekiwaniu na natchnienie.
Vlad Nowajczyk [5]

poniedziałek, 10 lutego 2020

WALLOP “Alps On Fire”


Brzmi jak: klasyczny germański heavy
Stefan Arnold powraca! Ten świetny bębniarz, znany z Grinder, Capricorn i Grave Digger, opuścił szeregi Grabarza w 2018. Natychmiast reaktywował swoją pierwszą kapelę: Wallop. Po okresie przygotowawczym nadszedł czas na wypuszczenie balonu próbnego. EPka “Alps On Fire” zawiera dwie przearanżowane starocie i tyleż numerów nowych. Muzycznie bez niespodzianek. Prosty, chwytliwy i ciężki heavy metal, inspirowany Raven, Anvil i demówką Metalliki. Znów mamy 1984. Czekam na pełniaka, staruszkowie z Offenbachu narobili mi apetytu!  
Vlad Nowajczyk [8]

GATES OF PARADOX “Gates Of Paradox”


Brzmi jak: progresywny power metal inaczej
Luuudzie, ależ to jest cios! Na hasło “progresywny power metal” zaczynam ziewać. Przekroczenie Bram Paradoksu sprawiło, że i w tym gatunku znalazłem coś dla siebie. Zacznijmy od riffów, nasuwających skojarzenia z technicznym thrashem. Neoklasyczne, choć niepozbawione duszy, sola sugerują z kolei zasłuchanie w solowych płytach Marty Friedmana. Baza to amerykański power metal, te wszystkie Armored Sainty i Helstary (zwłaszcza!), ale dokładnie wymieszany z innymi składnikami. Wpływy progresywne przefiltrowane przez thrash, nie przez instrumentalnych onanistów. To się ceni. Rewelacyjne połączenie wysokiego śpiewu i barbarzyńskich wrzasków też sprawdza się znakomicie. Niesamowity klimat wprowadza syntezator marszczony, użyty oczywiście w roli ozdobnika. Elementy black/deathowe, użyte z sensem, również pasują pięknie. Jest tylko jeden moment, jedna solówka gdy zęby zgrzytnęły. Kojarzy się bowiem z Nightwish i za to pół punktu odejmuję. Tym niemniej debiut Gates Of Paradox to album zjawiskowy.
Vlad Nowajczyk [9.5]