Nadir Music
Brzmi jak: dobry oldschool death metal
A to ci dopiero niespodziewajka. Endless Pain, jak sama
nazwa wskazuje, grali thrash metal. Cienki jak barszcz, oparty (jak sama nazwa
wskazuje) na wczesnym Kreatorze. Ich płyty miały to do siebie, że ciężko było
coś konkretnego napisać poza „słabizna”. Tak były nijakie, wtórne,
niepotrzebne. Pewnego pięknego dnia spotkali Nadira z Sadist. Efekt? Zmienili
styl na mieszaninę stylistyk oldschoolowego death metalu. Trochę Szwecji, sporo
Ameryki (stary Morbid Angel, a jakże), nawet Vaderowi zajrzeli przez ramię. Dzięki
temu płyta nie jest nużąca, nawet tak wyeksploatowany i nudny dziś gatunek
można ożywić, umiejętnie dozując środki przekazu. Ciekawe, czy wystarczy
pomysłów na kolejny krążek, bowiem ten można z czystym sumieniem polecić fanom
tej szufladki. Więcej na www.endlesspain.it
Vlad Nowajczyk [7]

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz