Total Metal Records
Brzmi jak: metalcore z thrashową posypką
Zacznę od plusów. Świetna, klarowna produkcja. Zajebista
oprawa graficzna. Niezłe sola i część riffów, gdy biłgorajczycy się rozpędzają.
Ale zawsze, gdy tylko się rozpędzą, pojawiają się arcynudne breakdowny. Breakdowny
to istna plaga na tym krążku, muza Shame Yourself zyskałaby dużo na odstawieniu
tego elementu. Siłowy, napinkowy i mało urozmaicony wokal to kolejny minus, nie
słychać pomysłów na wyjście z tego impasu. Najbliższym skojarzeniem jest tu
Phil Anselmo w najsłabszej formie. Obawiam się przy tym, że właśnie te
najsłabsze motywy odgrywane są z największą pasją, etykietka „thrash” potraktowana
zaś została nieszczerze. Thrash jest podobno modny, nieprawdaż? Czas pokaże, ale nie napinałbym się... Więcej na
www.facebook.com/shameyourself
Vlad Nowajczyk [4]

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz