środa, 2 marca 2016

WOLF SPIDER „V”



Coverius
Brzmi jak: pająk jakoś mało wilczy
Kocham bezgranicznie stare płyty Pająków, więc i do tej starałem się przez ostatnie miesiące przekonać. Nie udało mi się. Zacznę jednak od pochwał. „V” to krążek zagrany i zaśpiewany fenomenalnie. Pod względem technicznym mucha nie siada. Słychać wieloletnie doświadczenie całej ekipy. Mnóstwo tu smaczków, ilością zajebistych patentów dałoby się obdzielić kilka albumów.
Teraz podstawowa przyczyna, dla której ostatecznie nie wszedł mi i poddałem się. Sterylność. Brakuje tu szaleństwa. Na żywo dodają go wokalizy Rockera, które w wersji anglojęzycznej stały się bezpieczne. Nie pojmuję, skąd pomysł wydania wersji na rynek polski w języku Szekspira. Maciej zdecydowanie lepiej czuje się w języku ojczystym, zresztą (do kroćset!) tak właśnie wykonywane są na żywo. Zonk. Kwestia druga: jednostajność. Ponadgodzinna płyta w średnich tempach okazuje się zbyt długa. Co by tu pomogło? Większe zróżnicowanie albo skrócenie całości. Na koniec „orkiestrowa” wersja „It’s Your Time”, która nie wnosi absolutnie nic, a sama orkiestracja rodem z Within Temptation pasuje na heavy-prog-thrashową płytę niczym kurtka Cro-Mags na Chris Browna. Brakuje pazura, a ten kiepski pomysł dodatkowo psuje odbiór. „V” nie jest tak słaba jak jej ostatni numer.
Szóstka po znajomości.
www.facebook.com/wolfspiderofficial
Vlad Nowajczyk [6]

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza