Ossuary Records
Brzmi jak: nie brzmi
Lubelski kwintet to ekipa, o której było głośno na długo przed wydaniem debiutanckiej płyty. Współtworzą bowiem nową falę polskiego heavy. Takiego jakościowego, bez wiochy. Może wreszcie doczekamy się przeciwwagi dla napompowanej własnym ego sceny black/death. Ostatnio taką szansą był nowy polski thrash, chyba wszyscy widzimy, co z tego zostało. Zatem zostawiam te dywagacje i wracam do płyty. Płyty, której słucha się lekko, łatwo i przyjemnie. Zespół zadbał bowiem o świetne, niosące melodie i skoczne, pobudzające do skakania (na krześle) rytmy. To muza na wysokim poziomie. Oczywiście, są niedoróbki, jak np. aranżacje wokali, ale to przecież debiut. No dobra, teraz z grubej rury. Ktokolwiek wpadł na pomysł, żeby gitary schować na samo dno, powinien mieć przewiercone uszy przy użyciu wiertarki udarowej (służę takową). Jeśli o maksymalnym wypchnięciu wokali do przodu zdecydowała ta sama osoba, owe dziury powinna mieć dodatkowo zabetonowane. Efektem jest bowiem brzmienia absolutnie kuriozalne, które powinno być prezentowane w szkołach realizatorów dźwięku jako antyprzykład. Gitar nie ma! Oczywiście, wprawne ucho domyśla się, gdzie te ścieżki są schowane, ale przeciętny słuchacz ma dla siebie drum&bass (brzmiące świetnie) z siłowym, nie do końca dopracowanym wokalem.
https://www.facebook.com/ShadowWarriorPL
Vlad Nowajczyk [6]

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz