Fetzner Death Records
Brzmi jak: hard’n’heavy
Niewiele ponad rok po zaskakującej EPce, niemiecki kwartet powraca z pełniakiem. Już bez zaskoczenia. Spodziewałem się przebojowej muzy na styku heacy metalu i hardrocka, dokładnie to otrzymałem. Do wpływów z małej płytki dołączył wczesny Manowar, albowiem momentami robi się epicko. Znakomita produkcja, album brzmi żywo i świeżo. Mankamenty? Okładka ze Skynetu. Hatfu, minus dwa punkty dla St.Blasien.
Vlad Nowajczyk [8]

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz