piątek, 20 kwietnia 2012

TAIPAN „Flamethrower”


Brzmi jak: cholera, jak Taipan?
Australijskie zwierzęta, jak wiadomo, odmienne są od tych spotykanych w innych częściach świata. Podobnie jest z jadowitym wężem Taipanem, który kąsać zaczął w 1979 roku, i choć od 1987 zrobił sobie dość długą przerwę, wrócił z ostrymi zębami i morderczą trucizną. „Flamethrower”, ich drugi pełny album, przynosi trzy kwadranse cholernie zróżnicowanej muzy, którą jednakowoż można podpiąć pod heavy metal, chwilami nowoczesny power (growle jako ozdobniki niczym w Nevermore). Trio odrobiło lekcje, bowiem ich twórczość nie trąci myszką, choć część numerów ma około 30 lat. Zatem z lat 70-tych mamy tu wpływy Thin Lizzy, AC/DC i co nieco Floydów. Z 80-tych – całą masę od Maidenów przez Accept, stare Rage, Anvil, Grave Digger po odrobinę doomu. Z 90-tych – czarną Metallikę. Zajebisty luz, radość z grania, udane kompozycje, świetny wokal. Solówki, jak to w 70s bywało, wyłażące bezpośrednio z tematu. Już sobie zęby ostrzę na ich jeszcze nowszy krążek, czekający grzecznie w kolejce do recenzji. Więcej na www.myspace.com/taipanmetal
Vlad Nowajczyk [8]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz