Refused Records
Brzmi jak: melodyjny death metal
Dziwna ta kapela... najpierw grali thrash z rapowanymi
wokalami, teraz zaś bardzo melodyjne, wręcz melodyjkowe granie okraszają
porykiwaniami zranionego zwierza. Najwyraźniej w kraju o tak wielkich
tradycjach undergroundowych (vide Josef Fritzl) ciężko dziś kogokolwiek
zaszokować i kombinować trza. Mamy więc melodyjki w stylu ostatnich koszmarków
Arch Enemy. Całkiem zgrabne, ale kojarzące się z wesołym miasteczkiem. Ciekawe
ozdobniki – intro a’la flamenco (w którym jednak palcami przebiera się nieco
szybciej), końcówka dziewiątego kawałka z dęciakami kojarzącymi się z „Underground”.
Kusturicy. Nie Fritzla. I wszystko byłoby w dechę, fajna muza dla 14-latków,
ale gardłowy Krise wydaje z siebie wyjątkowo paskudne rzygi, psujące odbiór
całości. Taaa, rozumim, dysonans, sztuka przez duże S... ale mnie to nie przekonuje,
jego growl jest po prostu kiepski. Więcej na www.epsilonmusic.at
Vlad Nowajczyk [5]

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz