That’s Heavy Records
Brzmi jak: lżejsze i mniej pokręcone Vio-lence
Do niedawna uważałem, że thrash metal, w przeciwieństwie do
innych podgatunków, nie ma odpowiednika piłkarskiej III ligi. Co złego, to nie
thrash. Cóż, wypada zmienić zdanie, bowiem Combat to zdecydowanie kapela III-ligowa,
a jednak wciąż mieszcząca się w kanonie. Po kolei zatem, bo warto podać rys
historyczny. Combat zaczynali w 80s, podpisując kontrakt z Combat Records
skazali się na zmianę nazwy. Jako Napalm nagrali dwie fajne płyty, po czym
padli na ryj. W międzyczasie z zespołu odeszli założyciele, bracia Rossbach.
Oni też, wraz z niedoszłym wokalistą Napalm, reaktywowali Combat. Już bez
wydawcy i na lokalną skalę. Muzycznie wciąż mamy sprawną mieszankę Vio-lence z
Anthraxem, Bay Area z NiuJorkiem. Sprawną technicznie, lecz kwadratową
kompozycyjnie. Fajny basik, przyznać muszę. Wokal Boba Eubanka też na plus, z
pewnością wielu słuchaczy go znienawidziło za podobieństwo do Seana Killiana.
Na koniec czynnik, który spycha Combat w otchłań trzeciej ligi i sprawia, że w
tym składzie nigdy nie będą kapelą na poziomie. Solówki są żenujące. Nie
powstydziłyby się ich norweskie pandy dwie dekady temu. Dno! Wylot Jeffa
Rossbacha z Napalm wydaje się być rozsądnym posunięciem, na które obecnie nie
należy liczyć. A szkoda. Więcej na www.deadfoot.com
Vlad Nowajczyk [4]

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz