Brzmi jak: solidnie przyrządzony thrash metal
Aż dziw bierze, że Hatchery jeszcze nie dochrapali się
kontraktu. Jeśli przyczyną był fakt, iż mieli rudego wokalistę, ogłaszam wszem
i wobec: nie ma go już w kapeli. Robił chłop dobrą robotę, co by nie
powiedzieć. Wszyscy pozostali również. Co ciekawe, krążek rozpędza się z kawałka
na kawałek. Dobłyskotliwego technicznie (solówki!!!), ale przewidywalnego
łojenia a’la Destruction szybko dochodzą wpływy wczesnego Exodusa, Testamentu
oraz melodeathu (bez wiochy!). Jeśli to kolejność chronologiczna, kolejne
wydawnictwo Niemców powinno miażdżyć. Końcówka płyty jest bowiem dopracowana w
każdym szczególe i daje duże nadzieje na przyszłość. Więcej na
www.facebook.com/hatcheryband
Vlad Nowajczyk [6.5]

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz