Slandermetal Productions
Brzmi jak: covery bez serc, bez ducha’
Bardzo ładnie wydany digipak, ale to wszystkie atuty
pierwszego po reaktywacji materiału Angoli. Pomysł wydania EPki z coverami
ograny jest na tyle, że jedynym sposobem na przekonanie publiki jest wykonanie
kawałków lepiej od oryginałów. Tak się nie dzieje. Slander przegrywa z
klasykami na całej linii. Słabo wypadają „Diamonds And Rust”, „Am I Evil” i
„The Zoo”, bardzo słabo „Detroit Rock City” i „Madhouse”, dyskwalifikująco źle
„Hallowed Be Thy Name”. Brak ognia, miętkie brzmienie i tragiczne wokale. O tak,
Si Staples popisowo kładzie wszyściuteńkie partie. Słuchając tego krążka czułem
się niczym na karaoke w knajpie. Właśnie dowiedziałem się, że Pan Zszywka
dostał kopa w zadek. Jest zatem nadzieja dla Slander, wszak ich debiut niszczy
obiekty! Więcej na www.slanderonline.info
Vlad Nowajczyk [2.5]

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz