sobota, 31 marca 2018

ST.ELMO’S FIRE „Evil Never Sleeps”


Pure Steel Records
Brzmi jak: amerykański power metal
Choć Ognie Świętego Elma działają od 1979 roku, nie miałem z nimi wcześniej styczności. Wypada nadrobić zaległości, bowiem po ćwierćwieczu wakacji wypuścili udany krążek. Kwartet z Sacramento mocno inspiruje się wczesnym Savatage, nie gardząc przy tym wpływami Trouble i… Megadeth. Ano tak, potrafią znienacka zaatakować technicznym, thrashowym riffem. Nie zmienia to faktu, iż muza głównie klimatyczno-rock’n’rollowa. Z nieco przydługiej całości (trzy demówkowe bonusy niczego nie wnoszą) wyróżniają się dwa wyśmienite kawałki: „Wasted” i „Betrayer”. Podnoszą ocenę krążka, który w dół ciągną beznamiętne, chwilami mustainowe wokalizy Kevina Brady. Pomimo nierówności, solidna pozycja.
www.facebook.com/st-elmos-fire-...
Vlad Nowajczyk [7]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz