Steamhammer
Brzmi jak: klasyka thrash metalu
Z tej reedycji cieszyłem się jeszcze bardziej, bowiem brak “The Underworld” stanowił istotną skazę kolekcji mojej. Skazę, którą cudowna ekipa Steamhammera usunęła z początkiem lutego. Tym razem bonusy średnio mi robią, to po prostu numery z koncertówki, którą od dawna posiadam. Trzon płyty stanowi zaś twórcze rozwinięcie debiutu, jest po prostu jeszcze bardziej intensywnie. Thrash najwyższej próby. Słychać wpływy Nasty Savage, co w 1991 stanowiło komercyjne samobójstwo, zaś 35 lat później sprawia, iż banan z twarzy nie schodzi. Gitarowe solo Gene Hoglana? Tu się takowe znajduje. Nie wolno zapominać o znakomitym coverze Scorpions z gościnnym śpiewem Davida Wayne’a (ex-Metal Church). Klasyk, klasyk i jeszcze raz klasyk. Remastering obu dzieł Evildead wykonał sam Bill Metoyer, zatem nie ma mowy o loudness war.
http://www.facebook.com/Evildead.Official
Vlad Nowajczyk [10]

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz