Metalville
Brzmi jak: odpady z sesji Savatage
I oto solowe albumu Chris Caffery doczekały się reedycji po dwóch dekadach. Jak się ten krążek zestarzał? Godnie! Głód muzyki Savatage mam ogromny, zatem przekąska w postaci “Faces” pasuje mi, nawet bardzo.
Nie jestem fanem “Magellana” ani “Poets”, więc zapowiedź, że to odrzuty z sesji Savatage, trochę mnie w w 2004 zmartwiła. Dziś te numery brzmią naprawdę dobrze, lepiej niż wspomniane wyżej mielizny kapeli głównej.
Jak u wielu ówczesnych amerykańskich wykonawców słychać tu nu-metal. Ów ściek wylewał się zewsząd, drobne skażenie nie może dyskwalifikować tak zacnego artysty jak Chris. Z prostackich riffów potrafi bowiem wysnuć znakomite solówki, czego nu-metalowcy nie umieli. Bywa metallikowo, megadethowo, aliceinchainsowo. Główne skojarzenie to jednak Doctor Butcher, albowiem piętno Savatage jest niezmywalne.
Reedycja nie zawiera dodatkowej płyty, która występowała w oryginale. Wciąż jest szesnaście kawałków. Dużo. Gdyby obciąć pięć najsłabszych, krążek byłby doprawdy znakomity.
https://www.facebook.com/ChrisCafferyMusic
Vlad Nowajczyk [8]

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz